Świetne przedstawienie

Piątek, 12 Listopada 2010

George Sand i Augustine

Nie sądzę, żeby polonijna młodzież znała dobrze twórczość jednego z najbardziej znanych polskich pisarzy XX wieku, czyli Jarosława Iwaszkiewicza. A szkoda, gdyż jego opowiadania "Brzezina" czy "Panny z Wilka" posłużyły jako scenariusze filmowe do udanych obrazów Andrzeja Wajdy. Inne teksty także inspirowały twórców teatralnych i filmowych. Dobrze więc, że nasi aktorzy postanowili przybliżyć polonijnej społeczności komedio-dramat "Lato w Nohant" tego autora.


Jest to sztuka o Chopinie, więc wspaniale wplata się w obchody 200. rocznicy urodzin kompozytora, obchodzonej hucznie i wielorako na całym świecie. Jest to sztuka o Chopinie prawie bez Chopina. Główną postacią bowiem jest George Sand. W jej to domu w Nohant upalnym latem… spotykają się bohaterowie spektaklu: jej dzieci (Solange i Maurycy), przyjaciele ( panna de Rosieres i Antoni Wodziński), znajomi artyści (Clesinger i Rousseau). Przebywa tu też kuzynka Augustyna, wpada na wizyty Fernand... no i oczywiście jest Fryderyk Chopin ze swoją wszechobecną muzyką.


Relacje pomiędzy postaciami sztuki są lekko pogmatwane. Pełne pretensji, ale i namiętności. Zadawnionych niechęci i przepaści pomiędzy muzykiem i pisarzem, pomiędzy narodami. Jest to ostatni pobyt kompozytora u George Sand, który Chopin postanawia skrócić i wyjechać. Intrygi miłosne młodych, charaktery starszych dodają sztuce wielowątkową jakość i sprawiają, że ogląda się ją "bez koturnów", czyli z pozycji prawdy o ludziach, a nie pomnikowej legendy sławnego kompozytora.

 

Przedstawienie, które widzieliśmy 5 listopada w Copernicus Center, zostało wystawione przez Bocian Production oraz Grupę Teatralną Proscenium, co zaowocowało spotkaniem się na deskach scenicznych zarówno profesjonalistów, jak i amatorów.

 

Dzięki ogromnej pracy reżysera (Bogdana Łańko) – a podejrzewam, że także dokooptowało do tej pracy doświadczenie teatralne Ewy Milde – cały zespół popisał się znakomitym poziomem dostarczania tekstu i kreowania postaci.

 

Oczywiście największą uwagę widzów przyciągała postać George Sand, grana wyśmienicie przez Ewę Milde, wtórował jej Chopin, którym BYŁ Andrzej Krukowski. Świetne role stworzyli Bogdan Łańko jako Antoni Wodziński oraz Krzysztof Arsenowicz jako Fernand. Jak zwykle urocza Julitta Mroczkowska w roli Rozjerki podbiła serca męskiej części widowni. Młodsi adepci teatru również zagrali wspaniale, wcielając się w role: Solange (Ania Stokłosa), Maurycego (Rafał Wiśniewski), Augustine (Karolina Wiśniewska), Rousseau (Marek Czyszczoń), Clesingera (Piotr J. Włodarczyk), Jana (Wojciech Zębala) i Madeleine (Sylwia Kocińska).

 

Profesjonalizmu sztuce dodali: scenografka (Kasia Szcześniewska), dźwiękowcy i operatorzy światła (Zbigniew Habina, Andrzej Witaszek i Czesław Mogiliński), odpowiedzialni za muzykę i specjalne efekty dźwiękowe (Janusz Pliwko i Mieczysław Bochnak), charakteryzatorki ( Ada Kokocińska, Mariola Urbanek i Grażyna Woźniak), a także trzeba pochwalić pomysł programu sztuki (Piotr J. Włodarczyk), który w formie anglojęzycznej pozwala zrozumieć treść naszym amerykańskim przyjaciołom.

 

Świetne przedstawienie ze wszech miar godne polecenia, póki jest taka możliwość.

 

A jest... 13 i 14 listopada, tym razem w Addison.

 

Po doświadczeniach  realizatorów spektaklu w produkcji i prezentacji sądzę, że Polonię stać na stworzenie profesjonalnego teatru polskiego w Chicago, chociaż jak to ma się stać i "za ile" – pozostawiam do decyzji polonijnym organizacjom. Bratnim.

 

Tekst i zdjęcia:

Bożena Jankowska